

HARBETH: NLE-1 - czyli nowe doświadczanie dźwięku
W pokoju Harbeth’a tradycyjnie działa się magia, ale tym razem była ona jeszcze bardziej magiczna niż zwykle, prawdopodobnie z powodu doboru użytych zaklęć, a mogły one wyglądać np. tak: Boxus minimus / Soundus maximus / Incrediblis emotionalis.
A wszystko to pod szyldem „The New Listening Experience”, czyli „Nowe Doświadczanie Dźwięku”.
W drodze powrotnej, na lotnisku wdałem się w wymianę powystawowych wrażeń z jednym z rodaków i tenże na temat prezentacji Harbeth'a powiedział, że był i że fajnie grały jakieś duże kolumny, ale nie wie które, bo dla zmyłki na podstawkach stały miniaturki.
Sęk w tym, że nie było innych kolumn ani subów w systemie, a jedynie te maleństwa + źródło :)
HARBETH NLE-1 — ich rzeczywisty rozmiar można ocenić tylko przez porównanie
(kliknij)
O tym co kryje się za skrótem NLE (czyt. jako nyli) zapytałem właściciela i głównego konstruktora...
Alan Shaw: Jak wiesz, od 1977 Harbeth zajmuje się produkcją kolumn pasywnych. Jakieś 20 lat temu produkowaliśmy analogowe kolumny aktywne, ale trwało to krótko.
(w zeszłym roku Harbeth rozpoczął produkuję aktywnych subwooferów Nelson w postaci podstaw pod monitory P3ESR XD, ale że nie są to kolumny więc zapewne dlatego nie zostały wspomniane w tym miejscu — red.).
Rynek docelowy, na którym byliśmy kiedyś bardzo silni i na który chcemy ponownie wejść z nowym produktem to rynek nadawców radiowych i profesjonalistów. Pojechaliśmy więc do BBC i popytaliśmy różnych ludzi z branży: „Czego oczekują od nowoczesnego głośnika?”. Niemal wszyscy na pierwszym miejscu stawiali na rozwiązania typu all-in-one (wszystko w jednym — red.), najlepiej z DSP.
Zapytaliśmy więc, czy potrzebują również Bluetooth lub innych złożonych wejść cyfrowych? A oni odpowiedzieli, że nie i tak naprawdę chcieli tylko analogowego, zbalansowanego wejścia XLR, bo to proste i sprawdzone w działaniu rozwiązanie.
W studio zawsze istnieje ryzyko, że ktoś wejdzie do reżyserki z telefonem komórkowym z Bluetooth i przejmie kontrolę nad głośnikami odsłuchowymi, co oczywiście byłoby katastrofą.
Kolumny z logo wygrawerowanym w miękko wyoblonym froncie wyglądają bardzo nowocześnie
/ jednym z głównych tajnych składników harbetowego sosu są przetworniki RADIAL wytwarzane ręcznie w siedzibie firmy w UK
(kliknij)
Nauczyliśmy się jak umiejętnie wykorzystywać technologię DSP podczas projektowania Nelson’a, nadszedł więc czas, aby umieścić ją w NLE-1. Dzięki technologii cyfrowej można robić niesamowite rzeczy, których po prostu nie da się zrobić z pasywnymi zwrotnicami.
Problem z kolumnami pasywnymi polega na tym, że głośniki wysokotonowe znajdują się fizycznie przed głośnikami niskotonowymi, co oznacza, że dźwięk z głośnika wysokotonowego dociera do ucha przed dźwiękiem z niskotonowego.
Jednak w „kolumnie cyfrowej” można nieco opóźnić sygnał elektryczny na zaciskach tweetera, tak aby obie fale docierały do uszu słuchacza w pełnej synchronizacji.
Doskonale można to usłyszeć na dźwiękach impulsowych, gdy podczas regulowania opóźnień, jakość „kliknięcia” zmienia się dramatycznie.
(przykładem takiego kliknięcia / impulsu, może być uderzenie w werbel, czyli coś, co w muzyce pojawia się non-stop — red.)
Co warte zauważenia, ekranowany wzmacniacz fizycznie znajduje się na zewnątrz kolumny, natomiast jest zgrabnie ukryty w obrysie przedłużonych ścianek bocznych / tor audio można uprościć eliminując wzmacniacz, wystarczy mieć odpowiednie źródło / na zdjęciu wersja profesjonalna stąd kable głośnikowe w standardzie XLR
(kliknij)
Stworzyliśmy więc mały, cyfrowy głośnik typu „wszystko w jednym”, który fizycznie jest mniejszy niż nasz P3, z obudową z tyłu, w której znajdują się wzmacniacze, i który zapewnia niesamowicie duży dźwięk, biorąc pod uwagę bardzo małe rozmiary, co teraz zademonstruję...
Po pierwszych taktach Birds w wykonaniu Dominique Fils-Aimé usłyszałem wokół komentarze: Oh, it's cool... it's cool... it's awesome..., co można z grubsza przetłumaczyć, że jest zajefajnie. Dla jasności dodam, że tak spontaniczne głosy zachwytu wypowiadane na głos nie są czymś często spotykanym wśród monachijskiej publiczności.
Oczywiście ciarki na rękach generowały fe-no-me-na-lne — jak to u Harbeth’a — wokale, bowiem dziewczyna brzmiała nie-sa-mo-wi-cie.
… bo jeśli nagrasz ludzki głos za pomocą naprawdę dobrego mikrofonu, a potem poprosisz tę osobę, aby usiadła na krześle obok prototypowego głośnika i poprosisz, by jeszcze raz opowiedziała np. historię swojego życia i zamkniesz oczy i skoncentrujesz się na tym, jak ona mówi porównując to z nagraniem, to wprawne ucho jest w stanie w ciągu pięciu sekund zidentyfikować problemy.
Jaki więc ma sens marnotrawstwo czasu i energii, by zaczynać odsłuchy muzyki, jeśli kolumny mają jakiekolwiek niedoskonałości związane z ludzkim głosem? Trzeba najpierw rozwiązać problemy z wokalem, a dopiero potem brać się do słuchania muzyki…
… i tak sobie myślę, że gdybyś zapytał 100 projektantów kolumn na tej wystawie, to praktycznie żaden, lub ledwie garstka z nich jest świadoma fundamentalnego znaczenia idealnej reprodukcji czystego ludzkiego głosu, a co jest podstawą dla projektu dobrych kolumn.
W każdym razie my tak działamy.
Nie mogło zabraknąć wystawki dotychczasowych dokonań, od lewej: SHL5plus XD / M30.2 XD / C7ES-3 XD / P3ESR XD + subwoofer Nelson w podstawie
NLE-1 dostarczane będą w dwóch wersjach: pro-studio ze zbalansowanymi wejściami (XLR) / izolowanym zasilaniem / predefiniowanymi trybami kontroli odsłuchu — normal / rozszerzony bas / emulacja telefonu / emulacja telewizora z płaskim ekranem (w standardzie), natomiast wersja domowa będzie posiadać Bluetooth / streaming.
Obie wersje wyposażono we wzmacniacze 2x 50 W na kanał (50 tweeter + 50 woofer), co daje razem 200 W.
Do tego użyte zwrotnice DSP zabezpieczającą przetworniki przed potencjalnymi uszkodzeniami, oraz umożliwiają zejście basu o oktawę niżej podczas cichszych odsłuchów — jest to w znacznym stopniu możliwe dzięki znakomitym właściwościom 5" membrany RADIAL, z której posiadania na wyłączność słynie Harbeth.
NLE-1 to kolejna (mniejsza) konstrukcja po pokazanych w lutym tego roku NLE-3. Producent sugeruje, iż z uwagi na „niewielkie" rozmiary, jest to model dedykowany do pomieszczeń kontrolnych w studiach (dzięki wbudowanym trybom odsłuchowym można będzie zasymulować brzmienie nagrania na różnych popularnych obecnie urządzeniach) jak i do zastosowań domowych, acz po tym, co mogliśmy usłyszeć w Monachium to nie muszą być „bardzo małe" pokoje.
Ceny w UK zaczynają się od 3.000 Funtów. NLE-1 będą dostępne na wybranych rynkach, czy trafią do Polski zobaczymy — mam nadzieję, że tak.
Alan Shaw i piszący tę relację Waldemar Nowak / mój zachwyt musieli najwyraźniej podzielać koledzy z magazynu HIGH FIDELITY pozostawiając po sobie na drzwiach pamiątkową wlepkę
(kliknij)