SENNHEISER HD820 - ostateczne rozwiązanie
Autor: Waldemar Nowak • 5 stycznia 2019

O tych słuchawkach mówiło się od stycznia ubiegłego roku, gdy to po raz pierwszy zostały pokazane światu na CES 2017 w Las Vegas.
HD 820 to pierwsze audiofilskie słuchawki zamknięte w ofercie Sennheisera. Osiągnąwszy wyżyny wśród modeli otwartych i mając świadomość, iż rynek próżni nie toleruje (a wierność klientów względem marki na pstrym koniku jeździ), potrzebny był zdecydowany ruch. Okazał się nim pomysł stworzenia słuchawek godnych rodziny HD 8xx, posiadających konstrukcję zamkniętą – coś czego firma nie posiadała w ofercie.
(kliknij żeby powiększyć)
Można by powiedzieć, że HD 820 są swego rodzaju ucieczką do przodu, przed sukcesem jaki odniósł model HD 800s w świecie hi-endowych słuchawek. Na czym polega ta ucieczka? Ano na tym, że Sennheiser od kilkunastu lat dopieszczał kolejne konstrukcje otwarte, aż doprowadził je do swoistej perfekcji. Model HD 800s będący udoskonaloną do granic bólu 800-setką niejako wyczerpał łatwo dostępne ścieżki i podomykał uchylone furtki, jednym słowem 800s ukoronowały linię rozwoju słuchawek otwartych.
Taki sukces „pęta” inżynierom ręce – chcąc pójść dalej, trzeba by wymyślić coś baaardzo nowatorskiego, albo… skręcić w bok i rozpocząć budowę kolejnej gałęzi drzewa ewolucji.
Wbrew pozorom zrobienie dobrych, ale takich naprawdę dobrych słuchawek zamkniętych jest zdecydowanie większym wyzwaniem, niż się to może wydawać patrząc po półkach sklepowych, gdzie w 95% z nich (a może nawet i więcej) zawalonych jest właśnie słuchawkami zamkniętymi. Owe 95% to mniej lub bardziej udane modele Hi-Fi, a wśród nich może z 1% można zaliczyć do Hi-Endu.
Z czego to wynika? Najprościej mówiąc z warunków w jakich działa membrana. W modelach otwartych pracuje ona w – nazwijmy to sobie – przestrzeni nieskończonej, bowiem oddalona ściana pokoju, nie ma niemalże żadnego wpływu na jej zachowanie.
Celowo użyłem zwrotu „niemalże żadnego”, gdyż 50% generowanej energii promieniuje na zewnątrz i gdy trafia na przeszkodę znajdującą się zbyt blisko głowy słuchacza (zagłówek fotela, okno, blisko postawiona szafa czy ściana), to częściowo potrafi bezceremonialnie wrócić z powrotem tworząc pogłos, a dźwięk zaczyna się „ciągnąć” jak echo (oczywiście z różnym stopniem natężenia zależnie od przypadku). Umówmy się jednak, że to są sytuacje szczególne, a to że w słuchawkach otwartych czuć, czy siedzimy w dużym czy małym pomieszczeniu, jest porównywalna do tego, czy słuchamy kolumn w dużym czy małym pokoju – czasem wielkość ma znaczenie :)
Miałem ogromną ochotę zobaczyć jak zbudowane są pułapki (o których będzie dalej), ale szybko okazało się, że dalszy demontaż jest niemożliwy gdyż przegroda wygląda na wklejoną. Membrana jest ogromna, bardzie jednak zaintrygowało mnie dlaczego ramiona wzmacniającego grilla wykonano z porowatego tworzywa? Co ma wisieć nie utonie - jak dopytam u źródła to się wiedzą podzielę. Patrząc pod światło widać otwory zapewniające membranie swobodę ruchu - nie musi walczyć z podciśnieniem
(kliknij żeby powiększyć)
Wróćmy do tematu słuchawek zamkniętych, tu membrana pracuje w trudnym do opanowania środowisku wszechobecnej ciasnoty. Energia produkowana przez tylną stronę membrany, nie ma możliwości swobodnego rozproszenia się i zaczyna psocić poprzez liczne interferencje i fale stojące jakie powstają wewnątrz zamkniętego korpusu nausznika. W słuchawkach „hajfajowych” zwykle wkleja się kawał gąbki i uważa temat za pozamiatany. Niestety takie proste (prostackie) pomysły nie mają szans na akceptację w „hajendzie”. Tu potrzebne są znacznie bardziej zaawansowane i wysublimowane rozwiązania.
Na przykład: Denon/Fostex wykonuje korpusy z różnych gatunków drewna o wysokich współczynnikach tłumiących (ostatnio bambus), pozostawiając dodatkowo wewnętrzną powierzchnię muszli w szorstkim wykończeniu by maksymalnie rozpraszać fale. Focal zaprojektował wnętrza muszli na wzór zminiaturyzowanych studiów nagraniowych, gdzie dąży się do optymalnych proporcji sygnałów rozpraszanych do tłumionych. Co robi MrSpeakers nie wiem, bo nie zaglądałem do wnętrza.
Grafika i opis pochodzą z instrukcji obsługi i demostrują działanie w taki sposób, by nic nie pokazać - pierwszy raz widzę by powierzchnia wypukła skupiała, ale co ja tam wiem - historię można pisać na nowo to i newtonowską fizykę też można nagiąć jak potrzeba :)
ale żarty na bok - to naprawdę działa
Sennheiser natomiast poszedł własną i do tego całkowicie nowatorską drogą – zaproponował wykorzystanie wypukłej soczewki
z ultra twardego szkła Gorilla Glass (wykonuje się z niego ekrany smartfonów i smartwatchy), która częściowo rozprasza, a częściowo kieruje nadmiar energii do specjalnych pułapek znajdujących się wokół przetworników. Nie muszę wspominać, że to rozwiązanie zostało już opatentowane i zapewne nie raz pojawi się w uproszczonej wersji (np. nieprzeźroczystej) w niższych modelach. A że przy okazji wygląda to nieziemsko… tylko się cieszyć.
Ogólny wygląd HD 820 utrzymuje się w stylistyce poprzednich modeli z rodziny Osiemset, pomimo że jest to skrajnie odmienne rozwiązanie konstrukcyjne "wewnątrz", to bez chwili wahania wiemy kto je wyprodukował - od lewej HD 800s i HD 820
Metalowo-plastikowy pałąk od strony wewnętrznej został wyłożony znakomitej jakości pianką tłumiącą, dzięki czemu słuchawek nie czuje się na głowie. Co równie miłe, pomimo dość niewielkiej siły docisku do policzków, leżą bardzo pewnie i zapewniają naprawdę zaskakująco wysoki stopień tłumienia pasywnego. Więc ani my, ani otoczenia nam nie przeszkadza w słuchaniu – i to jest największa zaleta słuchawek zamkniętych w stosunku do otwartych.
Łatwe odpięcie sugeruje możliwość wymiany części na nową, lub odświeżania pod letnią wodą
Ręcznie szyte pady z mikrofibry i syntetycznej skóry antyalergicznej o szerokiej powierzchni styku z głową rozkładają nacisk na tak dużej powierzchni, że można uznać słuchawki za niemal nic nie ważące – szybko zapomina się o ich istnieniu, zwłaszcza, że wokół uszu jest sporo miejsca i nie grzejemy się.
We wnętrzu znajduje się dodatkowa wkładka chroniąca ultra drobną siateczkę oddzielającą złuszczony martwy naskórek od wnętrza zamkniętej obudowy - w razie potrzeby można ją co jakiś czas uprać w letniej wodzie z mydłem
Co więcej? Posrebrzane kable z miedzi OFC, pozłacane wtyki. W cenie trzy różne, 3 m przewody: zbalansowany XLR-4, zbalansowany jack 4.4 mm Pentaconn (standard Sony dla przenośnego sprzętu wysokiej jakości – jakby nam mało było tych standardów), oraz tradycyjny niezbalansowany z dużym jackiem 6.35 mm. Długość i rodzaj zaproponowanych wtyków oraz 300 Ohm jednoznacznie sugerują zastosowania domowe.
Koniecznie muszę pochwalić przewody za elastyczność i znaczne zredukowanie efektu mikrofonowego (szuranie o ubranie). Przewody są chronione wzmacniającym oplotem z włókien para-aramidowych, który kończy się na wysokości klatki piersiowej. Dalsza część pokryta jest tłumiącym szmery elastycznym tworzywem. Można więc do woli się kręcić, bez konsekwencji. Gorzej sprawa wygląda w przypadku posiadaczy okularów z tworzywa – powierzchnia z mikrofibry skrzypi jakby tarła guma o gumę przy każdym opuszczeniu głowy – pierwszy raz przytrafiło mi się to zjawisko na taką skalę. Zwracam więc uwagę, by na odsłuchy zabrać okulary. To jedyny mankament jaki w ogóle znalazłem, więc ogólnie jest dobrze.
I jeszcze jedna uwaga przy okazji – para-aramidy, to nie dekoracja kabla do żelazka, a niesamowicie odporne mechanicznie i termicznie włókna, z których wykonuje się kamizelki kuloodporne, ubrania dla strażaków, kombinezony dla kosmonautów, maszty, kijki narciarskie itp. Najbardziej znane są pod nazwą handlową koncernu DuPont - Kevlar.
Na powiększeniu po prawej widać domieszkę czegoś do "gumy", przypuszczam że to jest ten tajemniczy składnik zupy, który tak znakomicie wpływa na tłumienie wszelkich szmerów przed przenoszeniem się ich do muszli
Uprzedzając część odsłuchową wypada zaznaczyć, że HD 820 cechuje niesamowita jakość dźwięku. Jest to zasługa kombinacji wielu czynników, że wymienię kilka najważniejszych:
- ogromne przetworniki
- pasmo przenoszenia
- przyjemnie dla słuchu ukształtowana charakterystyka
- eliminacja fal stojących i wewnętrznych odbić
- konstrukcja zamknięta
- przewody i wtyki
- odpowiedni wzmacniacz
Ad. 1 – 56 mm średnicy, to największe przetworniki z jakimi można się spotkać u Sennheisera (HD 800, HD 800s). Powierzchnia membran jest na tyle duża, że zanika poczucie grania „w uszy”, gdyż fale dźwiękowe otaczają całe małżowiny, więc bardziej przypomina to słuchanie z kolumn, gdzie źródło jest od nas oddalone (czyt. muzyka nie „klepie” nam prosto w kanały słuchowe).
Ad. 2 – Przetworniki wykorzystane w tym modelu wspinają się znacznie ponad możliwości słuchu absolutnego, jednak pamiętajmy, że poza granicami tego, co bezpośrednio przetwarzają uszy, pozostają jeszcze doznania transportowane drogą kostną, więc pasmo 6-48.000 Hz to nie jakaś bujda na resorach, a zaproszenie do słuchania hi-resowych plików studyjnych / płyt SACD w niespotykanej wręcz szczegółowości. Zaryzykuję wręcz twierdzenie, że mamy do czynienie ze wzorcowymi słuchawkami zamkniętymi.
Ad. 3 – Daleki jestem od głoszenia jakoby to liniowa charakterystyka, była idealna do słuchania, choćby dlatego, że jako gatunek nie jesteśmy wytwarzani na obrabiarkach CNC, a analogowy sposób rozmnażania powoduje ogromną różnorodność w budowie naszych uszu, Czegoś trzymać się jednak trzeba, a dziury w charakterystyce też nie byłyby fajne. Na dołączonym do słuchawek pendrivie, poza instrukcją obsługi (po Polsku) można odnaleźć plik graficzny z certyfikatem i wykresem pracy zmierzonym konkretnie dla tego egzemplarza, który właśnie nabyliśmy.
Ad. 4 – O tym już wspominałem – wypukła powierzchnia elementów
ze szkła rozprasza fale niczym kula wróżki, a nadmiar energii kieruje do specjalnych pułapek. Efekt jest. Tak niskiego i fajnego basu nie usłyszymy w modelach otwartych. Do tego ma on bardzo audiofilską, sprężystą, krótką strukturę, żadnego mulenia, dudnienia i burczenia, dosłownie zero (acz do pewnego poziomu głośności).
(kliknij żeby powiększyć obie grafiki)Z czystej ciekawości nałożyłem wykres wzorcowy z instrukcji obsługi (czarny) na ten pomierzony (niebieski) i tak sobie myślę, że jak na produkcję seryjną, to te rozbieżności nie są duże - wykres sporządzony jest dla przedziału 100-12.500 Hz, czyli tego w którym najlepiej dostrzegamy niuanse brzmienia, a w muzyce najwięcej się dzieje
Żeby nie było wątpliwości, wykres i słuchawki posiadają ten sam numer seryjny
Ad. 5 – Konstrukcje zamknięte mają swoje plusy i największym z nich, jest izolacja od otoczenia.
Można więc słuchać ciszej i nadal dostrzegać szczegóły, które umknęły nam na innych słuchawkach lub kolumnach. Moim prywatnym zdaniem na słuchawkach daje się usłyszeć więcej muzyki w muzyce. No i ciszej, znaczy zdrowiej dla uszu.
Ad. 6 – Okablowanie z kompletu o niskiej pojemności jest znakomitej jakości, do tego dochodzą bardzo solidne wtyki po stronie słuchawek, które po kliknięciu „trzymają jak diabeł sołtysa za gromadzkie pieniądze” (to ulubione powiedzonko mojego św. pamięci sąsiada z działki). Oczywiście eksperymentować z kablami można do upadłego, ale w tym konkretnym przypadku chyba nie odczuwałbym takiej pokusy. Wtyki po stronie wzmacniacza również pierwszorzędne. Nie muszę chyba wspominać, że okablowanie zbalansowane gra lepiej, zwłaszcza gdy tor audio również jest symetryczny – poprawie ulega w zasadzie wtedy wszystko.
Wtyki XLR mogą mieć 3 lub 4 piny, z czego tylko ta z 4-ema jest zbalansowaną,
wzmacniacz akceptuje obie wersje
Ad. 7 – Niebagatelne znaczenie ma też fakt co słuchawki napędza. Sennheiser w ubiegłym roku zaprezentował dedykowany wzmacniacz HDV 820. Został on zresztą stworzony z myślą o tym i przede wszystkim o tym modelu słuchawek. To że kosztuje drugie tyle, sugeruje że nie jest to „zapchajdziura” z gatunku „bo wypada mieć własny wzmak w ofercie”.
Już poprzedni zestaw HD 800 / HD 800s i wzmacniacz HDVD 800 pokazywał, że taka parka dysponuje sporą synergią i nie warto tracić czasu i energii na szukanie czegoś innego. Oto mamy do czynienia z podobnym przypadkiem, tyle że w uwspółcześnionej formie. Sam DAC-wzmacniacz HDV 820 jest na tyle ciekawą konstrukcją, że poświęcę mu odrębną recenzję.
Odsłuch
Wśród tych wszystkich zachwytów wypada rzetelnie wskazać na to, czego się zrobić nie udało i nie uda ponieważ jak to mawiają partyzanci: „Wyżej d… nie podskoczysz”. W słuchawkach otwartych można w znacznie większym zakresie pozwalać sobie na kręcenie potencjometrem, gdyż 50% energii (jak już wspominałem) generowanej przez przetworniki (a dokładniej przez tylną ich powierzchnię) swobodnie ulatuje w przestrzeń. W przypadku HD 820 powyżej pewnego poziomu głośności (ok. 1/4 na gałce wzmacniacza HDV 820) robi się „za gęsto” i przynajmniej dla moich uszu to zdecydowanie za dużo. Powyżej pewnego granicznego poziomu głośności nadmiaru energii nie daje się dłużej elegancko wyłapywać do pułapek. Skłamałbym jednak pisząc, że to wada kładąca się cieniem na systemie, ależ nic podobnego, to jedynie sugestia, że jak we wszystkim wskazane jest zachowywanie umiaru i w głośności słuchania też (albo zostaje się głuchym audiofilem na własne życzenie).
HD 820 nie starają się za wszelka cenę dobijać słabych nagrań. Wprawdzie słabych realizacji nie uleczą, ale też nie spowodują, że chce się natychmiast je wyłączyć. W sumie to bardzo pozytywna cecha, bo w końcu powinno nam zależeć też na możliwości słuchania różnorodnych nagrań (choćby bootlegów), bez poczucia pastwienia się nad własnymi uszami.
Jest jednak jeden wyjątek i to tak irytujący, że przysłowiowy nóż w kieszeni się otwiera. Owym wyjątkiem są tzw. „remastery”, które nie mają nic z remasteringiem wspólnego, a są pokłosiem nadal niestety toczącej się „Loudness Wars”. Ktoś pazerny na kasę wpadł na pomysł, że da się ponownie sprzedawać „odświeżone” nagrania. Realizacja tego pomysłu w wielu wypadkach odbyła się jednak w najprymitywniejszy możliwy sposób - poprzez podbijanie głośności do maksymalnego poziomu jaki udźwignie nośnik (a czasem i powyżej), co owocuje dramatycznym spłaszczeniem dynamiki, a utwory brzmią jakby wszystkie były nagrane na jedno kopyto i ryczą. Takie realizacje na dobrym sprzęcie (według mnie) są niesłuchalne i często lepiej brzmi empetrójka 128 zrobiona 20 lat temu, niż taki „wynalazek” kupiony w zeszłym tygodniu na CD.
Panowie realizatorzy, którzy świadomie robicie taką krzywdę muzyce, pamiętajcie że zło do człowieka wraca. Panowie wydawcy, którzy firmujecie to logotypami swoich wielce zasłużonych wytwórni, okaleczacie nieodwracalnie nagrania i upośledzacie smak klientów, a jeszcze do tego macie czelność brać za to pieniądze. Rośnie całe pokolenie młodych ludzi przekonanych, że tak właśnie brzmi muzyka, gdyż wszyscy ich idole są tak realizowani.
Tak „masterowane” i „remasterowane” płyty powinny być oznaczane brązowym stickerem z wielką litera „G” (lub „S” na rynkach anglojęzycznych). Gdyby to ode mnie zależało, to wysłałbym je na przemiał jako towar niepełnowartościowy.
Na szczęście nie wszystkie remastery takie są, czego najlepszym przykładem niech będą choćby cudownie brzmiące dwa nowe boxy Kate Bush, czy „Biały Album” The Beatles, wydany ponownie, a nagrany 50 lat temu. Właśnie słucham „Dear Prudence” (plik 24/96) i brzmi wspaniale: słuchawki świetnie oddają gitarę McCartneya, bas jest bardzo zwarty, esencjonalny, trafiający w punkt… a jednocześnie nie rozmywa się w partii perkusji.
Gdy zamknąć oczy słychać ciekawe zjawisko, poszczególne instrumenty lokalizują się na różnych wysokościach wirtualnej „tęczy” nad głową – gitara basowa u jej podstawy, perkusja ciut wyżej, gitary jeszcze wyżej i najwyżej wokal. Słuchawki oddają więc nie tylko szerokość, ale i wysokość sceny. O takich drobiazgach, iż słychać, że perkusja była nagrywana kilkoma mikrofonami stojącymi w różnej od niej odległości nie wspomnę. Dosłownie każdym nagraniem można się delektować. Blachy perkusji Ringo Starra są dość matowe (takie wtedy produkowano), wystarczy jednak zmiana repertuaru na… wylosowałem Dire Straits, utwór „Down to the Waterlinie” z SACD. Blachy zdecydowanie bardziej dźwięczne, wibrujące, a mimo to nie świdrują w uszach. Znów zachwyca bas… włączam „Hotel California” The Eagles (plik 24/192) i słyszę to, co chciałoby się słyszeć za każdym razem, że bas z perkusją tworzą fundament na którym nadbudowywana jest linia melodyczna gitarami i zwieńczona wokalem - niby to takie proste...
Na tym ujęciu lepiej widać ażurowość wnętrza
Podsumowanie
HD 820 współdzielą z poprzednimi topowymi modelami producenta cechę jasnego, klarownego grania otwartym dźwiękiem, z tą jednak różnicą, że w przeciwieństwie do modeli otwartych dysponują konkretnym (audiofilskim) basem. Szczególnie pięknie słychać to na muzyce poważnej i sountrackach. Porównując kilka modeli różnych producentów można powiedzieć, że to lekkie rozjaśnienie (od wokali w górę) owocuje większym „oddechem” wokół głowy, jakby słuchawki były bardziej oddalone co upodobnia wrażenia do słuchania z kolumn.
HD 820 potrafią oddać mnóstwo szczegółów włącznie z hiss’em (szumem) nośnika – taśmy magnetofonowej, jeśli na niej materiał był rejestrowany, lub burczeniem wzmacniaczy gitarowych pod koniec „As Long as I Have You” Elvisa Presleya.
Bardzo dobrze przy tym tłumiąc pasywnie odgłosy otoczenia, zdarzało mi się nie słyszeć telefonu lub dzwonka domofonu.
Szkło jest tak perfekcyjnie przeźroczyste jakby go nie było, co na to smog?
Cena 10.000 zł na pierwszy rzut oka wydaje się „nieco” zaporowa. Proponuję jednak spojrzeć na temat z innej strony – słuchawki wraz z DAC-wzmacniazcem to łączny wydatek 20.000 zł, za te pieniądze dostajemy kompletny, zrównoważony tonalnie system, który wystarczy na poczatek tylko podłączyć do komputera.
Żadnych dodatkowych kosztów, zawalania żonie salonu kolumnami i kompletowania przez lata systemu, który finalnie, jeśli ma brzmieć równie czarownie co HD 820 / HDV 820 będzie zapewne kosztować o jedno zero więcej.
Wiadomo, że słuchawki i kolumny to różne rodzaje doznań, ale… oto za jedyne 20K zł możemy się cieszyć dźwiękiem referencyjnym i nie prowadzić bitew z rodziną, o to co się komu w muzyce podoba. Możemy słuchać klasyki, metalu lub disco polo i nikogo tym nie irytować. A gdy uznamy, że jednak chcemy mieć i kolumny to bez problemu podepniemy modele aktywne do wzmacniacza HDV 820 (polecam lekturę recenzji za kilka dni).
Pod koniec testów postawiłem sam sobie pytanie: mając do wyboru Sennheisery otwarte i zamknięte, to które dziś bym wybrał? Decyzja wcale nie jest oczywista, więc zobaczmy co przemawia za oboma rozwiązaniami (przed każdym przymiotnikiem należałoby dodać słowo „ciut”):
Otwarte HD 800s
|
Zamknięte HD 820
|
Patrząc na wypisane cechy, pozwolę sobie zaproponować następujące zwięzłe podsumowanie. Szukając wzorcowej góry i przestrzenności wybrałbym HD 800s (świadomie poświęcając dół, który jest jaki jest, bo część energii „ucieka” w przestrzeń), szukając lepszego dołu pasma przy niewiele słabszej górze i uwzględniając znakomitą izolacyjność od otoczenia, poszedłbym jednak głosować swoimi pieniędzmi za HD 820.
Czuję w kościach, że Sennheiser niechcący otworzył puszkę Pandory i przez najbliższych kilka lat na forach będą się toczyć zażarte zmagania fanów obu rozwiązań.
HD 820 są w stanie zaproponować audiofilski dźwięk z zamkniętej obudowy, dołączając tym samym do bardzo wąskiego grona takich firm jak: Fostex czy MrSpeakers, które opanowały tę sztukę nieco wcześniej. Pamiętajmy jednak, że tylko Sennheiser oferuje firmowy i do tego bardzo udany wzmacniacz.
Wtyki pewnie siedzą w gniazdach, a elastyczne rurki zabezpieczają przewody przed załamaniami
HD 820 to słuchawki, które po prostu zachwycają pod względem:
- designu - bez dwóch zdań, nie ma niczego do nich podobnego na rynku (szkło)
- dźwięku - referencyjny dla modeli zamkniętych
- wygody - komfort noszenia jak i przyjazny słuchowi charakteru dźwięku – po kilkunastu godzinach słuchania dowolnej muzyki zdejmuje się je z głowy, z poczuciem że szkoda iż już trzeba iść spać bo świta.
Dane techniczne
- Przetworniki – dynamiczne zamknięte
- Pasmo przenoszenia – 12-43.800 Hz (-3 dB), 6-48.000 Hz (-10 dB)
- Poziom ciśnienia akustycznego (SPL) – 103 dB przy 1 kHz, 1V
- Impedancja – 300 Ω
- Kolor – Czarny
- Zniekształcenia harmoniczne (THD) – ≤ 0.02 % (1 kHz, 100 dB SPL)
- Przewody – posrebrzana miedź OFC, długość 3 m
- Złącza – jack 6,3 mm / Pentaconn 4.4 mm / XLR-4 (w zależności od przewodu)
- Nacisk poduszek – ok. 3,4 N ± 0.3 N
- Waga – 360 g (bez kabli)
Plusy dodatnie
|
Plusy ujemne
|
W zestawie: zamknięte, wokółuszne, dynamiczne słuchawki HD 820 / niezbalansowany kabel jack stereo 6,35 mm / zbalansowany kabel jack stereo 4,4 mm Pentaconn / zbalansowany kabel XLR-4 / pendrive z instrukcją obsługi w formacie PDF oraz indywidualną charakterystyką brzmieniową słuchawek / skrzynia ochronna / ściereczka z mikrofibry